Ardbeg Ten Cask Strength to limitowana edycja wydana w 2025 roku, nawiązująca do legendarnego Ardbega Ten Cask Strength z 2003 roku, który trafił na rynek japoński w zaledwie 900 butelkach.

Obie wersje dojrzewały wyłącznie w beczkach po bourbonie. Ta sprzed ponad dwóch dekad została zabutelkowana z mocą 57,8%, natomiast nowa edycja – 61,7%. Oba wydania są więc podkręconymi wersjami „konia roboczego” destylarni Ardbeg, czyli Ardbega Ten butelkowanego z mocą 46%, który przez wielu koneserów szkockiej whisky jest uważany za DNA tej kultowej destylarni. To właśnie tej podstawowej dziesiątce zawdzięczam wkręcenie się w świat szkockiej whisky.

W 2015 roku przez przypadek w moje ręce trafiły dwie całkowicie odmienne szkockie whisky typu single malt. Były to właśnie Ardbeg Ten oraz BenRiach 12 Matured In Sherry Wood.

Oba trunki były świetne, ale jednocześnie tak różne od siebie, że zaintrygowało mnie, skąd bierze się tak ogromna różnorodność w świecie whisky single malt. W pierwszym znalazłam zapach dymu z ogniska, a zarazem niesamowitą słodycz w smaku. Z kolei drugi kojarzył mi się z czekoladkami z sherry, figami, rodzynkami, orzechami i gorzką czekoladą. To właśnie te różnice skłoniły mnie do głębszego zagłębienia się w świat whisky. Do dzisiaj obie destylarnie znajdują się u mnie na samym szczycie, choć żadna z nich nie zajmuje pierwszego miejsca.

Wracając jednak do tematu Ardbega, jest to już chyba moje dwunaste spotkanie z tą destylarnią na blogu – rekord. O tej kultowej destylarni napisałam już chyba wszystko. Jeśli chcesz poznać jej historię, zobacz mój wpis o Ardbeg Twenty Something 22yo Vintage 1996. Dwukrotnie miałam również okazję zwiedzać tę piękną destylarnię i za każdym razem kończyło się to świetną degustacją. Więcej o jednym z takich spotkań przeczytasz we wpisie o Ardbeg An Oa.

W świecie whisky nieustannie trwają dyskusje na temat jakości obecnie wydawanych edycji. Wielu miłośników szkockiej twierdzi, że tylko Ardbegi destylowane do 1996 roku, kiedy to destylarnię po raz kolejny zamknięto, były prawdziwymi „Świętymi Gralami świata whisky”. Jeszcze inni uważają, że najlepsze wydania, posiadające prawdziwe DNA Ardbega, powstawały z destylatu wyprodukowanego do 1977 roku. Do tego czasu whisky produkowano bowiem z jęczmienia słodowanego na klasycznych podłogach bezpośrednio w destylarni, a właśnie w 1977 roku zdecydowano się zamknąć słodownię.

Musimy się jednak przyzwyczaić do tego, że tamte czasy prawdopodobnie już nigdy nie wrócą, i cieszyć się tym, co destylarnia proponuje nam obecnie. A proponuje naprawdę dużo. Podstawowe portfolio w ostatnich latach znacznie się rozrosło, a ponadto każdego roku wydawanych jest kilka ciekawych edycji limitowanych. Trzeba również przyznać, że Ardbeg ma bardzo dobry marketing, a wokół każdego nowego limitowanego wydania budowany jest niewiarygodny medialny szum.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że o ile pierwsza dekada XXI wieku pod względem „Islay-marketingu” należała do Bruichladdicha, o którym ciągle wszyscy mówili, to druga i trzecia dekada zdecydowanie należą do Ardbega. Kampanie reklamowe innych gorzelni z wyspy Islay po prostu nie wywołują podobnego medialnego szumu.

A teraz nadszedł już czas, aby sprawdzić, jak w moim kieliszku prezentuje się współczesne oblicze Ardbega i czy Ardbeg Ten Cask Strength rzeczywiście potrafi nawiązać do legendy swojego poprzednika.
Ardbeg Ten Cask Strength
Nota
– moc 61,7% alc./vol
– region Islay
– wiek 10 yo
– beczka beczki po Bourbon
– nie filtrowana na zimno, nie barwiona karmelem
Oko – Butelka ma charakterystyczny dla Ardbega smukły, ciemnozielony kształt. Etykieta utrzymana jest w kremowej tonacji z czarnymi i złotymi detalami, a na froncie wyraźnie zaznaczono nazwę Ardbeg oraz wiek 10 lat. Widoczna w butelce whisky ma jasny, złocisto-bursztynowy kolor, przypominający jasny miód z delikatnie słomkowym odcieniem. Całość prezentuje się klasycznie i elegancko, zgodnie z rozpoznawalnym stylem Ardbega.
Zapach – Już pierwszy kontakt z kieliszkiem nie pozostawia wątpliwości, z czym mamy do czynienia. Jest intensywnie, dymnie i bardzo wyraziście, ale jednocześnie ten dym nie przykrywa wszystkiego. Obok torfu, popiołu i zwęglonego drewna pojawia się słona morska bryza, smoła, odrobina jodu i coś, co kojarzy mi się z dogasającym ogniskiem. W tle można znaleźć słodycz toffi, wanilię i cytrusy, a przy dłuższym wąchaniu wychodzą również nuty ziołowe.
Smak – W ustach whisky od razu pokazuje swoją moc. Jest gęsta, oleista i zdecydowanie rozgrzewająca, ale pierwsze wrażenie jest zaskakująco słodkie. Pojawia się karmel, toffi i przyprawy, po czym do głosu dochodzi to, czego od Ardbega można oczekiwać najbardziej – potężna fala torfu i dymu. Jest popiół, smoła, zwęglone drewno i charakterystyczna morska słoność. Przy tym wszystkim whisky nie traci równowagi. Pod warstwą dymu cały czas można znaleźć słodowe, lekko ciasteczkowe akcenty, które łagodzą jej zdecydowany charakter. Wysoka moc jest wyraźnie obecna, ale dobrze współgra z intensywnością whisky.
Finisz – Finisz jest bardzo długi i zdecydowanie nie zamierza szybko odpuścić. Dym, torf i popiół pozostają na podniebieniu jeszcze długo po przełknięciu, ale z czasem pojawia się bardzo ciekawa zmiana. Rozgrzewające wrażenie ustępuje miejsca niemal chłodzącej świeżości mięty i eukaliptusa. Do tego dochodzi morska słoność i delikatna goryczka. To właśnie ten kontrast między potężnym, dymnym początkiem a chłodnym, świeżym zakończeniem sprawia, że Ardbeg Ten Cask Strength zostaje w pamięci na długo.
Moja ocena – 6/10
Ardbeg Ten Cask Strength to whisky dla tych, którzy lubią Ardbega w jego najbardziej intensywnym wydaniu. Jest mocna, dymna, torfowa i bezkompromisowa, ale jednocześnie zaskakująco dobrze zbalansowana. Wysoka moc dodaje jej charakteru, a słodycz, morska słoność i świeżość sprawiają, że nie jest to tylko kolejna whisky zdominowana przez torf. Dla mnie to bardzo udana, pełna energii odsłona klasycznego ardbegowego stylu.
Cena 400,00 – 700,00 zł
