Ardbeg Smokiverse to kolejna limitowana edycja whisky przygotowana na festiwal Feis Ile 2025, a jednocześnie wydanie upamiętniające 25-lecie działalności Ardbeg Committee.

Powstała w wyniku eksperymentalnego procesu zacierania polegającego na użyciu większej ilości słodu oraz mniejszej ilości wody. W rezultacie przełożyło się to na podwyższoną zawartość cukrów w brzeczce i bardzo dużą jej gęstość, a tym samym powstał wyjątkowo treściwy zacier bogaty w estry kwasu octowego. Dzięki temu destylat miał zyskać intensywny i skoncentrowany charakter. Według destylarni narodził się więc niezwykle owocowy Ardbeg — pełen nut cukru muscovado, dojrzewającego jęczmienia, tostowanego chleba na zakwasie, dojrzałych owoców tropikalnych oraz słodkiego torfowego dymu. Co więcej, ma to wyznaczać nową granicę smaku dla tej destylarni. Do tego jednak wrócimy podczas degustacji, natomiast na koniec warto jeszcze dodać, że destylat dojrzewał w beczkach po bourbonie.

Ardbeg należy do najbardziej uznanych, wręcz legendarnych szkockich destylarni słodowych. Zakład powstał w 1815 roku, a jego założycielem był John MacDougall. Już od samego początku gorzelnia cieszyła się powodzeniem, mimo że produkowała whisky bardzo torfową i dymną. Co ciekawe, w latach 30. XIX wieku produkcja wynosiła około 1200 litrów destylatu tygodniowo, co było wówczas znaczącą ilością. Z czasem skala stale rosła i w 1887 roku osiągnięto rekord produkcyjny wynoszący 1,1 mln litrów alkoholu rocznie.

XX wiek nie był jednak dla destylarni tak łaskawy. Zakład funkcjonował do końca lat 70., lecz sytuacja stale się pogarszała. Lata 80. i 90. były już pasmem problemów — przerywano destylację, następowały częste zmiany właścicielskie, a gorzelnia wielokrotnie znajdowała się na skraju bankructwa.

Odrodzenie przyszło w 1997 roku, kiedy Ardbeg został kupiony przez firmę Glenmorangie. Do lat 2008–2009 trwała odbudowa zapasów magazynowych, dlatego w tym okresie pojawiały się bardzo limitowane edycje ze starych rezerw oraz młode whisky destylowane po reaktywacji produkcji. I właśnie te wydania uchodzą dziś za jedne z najlepszych w historii tej pracującej do dziś legendy z wyspy Islay — szczególnie te butelkowane do około 2012–2013 roku. Są one jednocześnie bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów i koneserów szkockiej whisky.

Do takich edycji należy rewelacyjny Ardbeg Lord of the Isles 25 Years, wydawany w latach 2001–2007 i kosztujący wówczas zaledwie 80–90 funtów. Innym wyjątkowym wydaniem był Ardbeg Provenance, wypuszczony czterokrotnie w latach 1997–2000 w liczbie odpowiednio 5000, 1000, 500 oraz 750 butelek. Następnie, w 2006 roku, pojawił się bardzo ciekawy Ardbeg Young Uigeadail w liczbie zaledwie 1392 butelek, pochodzący z trzech beczek po bourbonie i jednej sherry butt. Wcześniej jednak kolekcjonerską gratką stał się sześcioletni Ardbeg Very Young For Discussion, zabutelkowany w 2003 roku, destylowany w roku reaktywacji — 1997. Nie sposób również pominąć Ardbega Feis Ile 2011 El Diablo pochodzącego z beczek Pedro Ximenez sherry butt, wydanego w liczbie około 1200 butelek. Oczywiście to tylko część długiej listy limitowanych wydań tej destylarni, takich jak Alligator, Kildalton, Rollercoaster czy Renaissance.

Czas skupić się na naszej dzisiejszej bohaterce:
Ardbeg Smokiverse
Nota
– moc 48,3% alc./vol
– region Islay
– wiek NAS
– beczka beczki Bourbon
– nie filtrowana na zimno, nie barwiona karmelem
Oko – Butelka ma klasyczny dla destylarni Ardbeg kształt — wysoka, masywna, wykonana z ciemnozielonego szkła. Na froncie znajduje się charakterystyczna czarna etykieta z celtyckimi ornamentami i wyraźnym logo destylarni. Nazwa Smokiverse została wyróżniona kontrastowym kolorem, co od razu sugeruje festiwalowy i limitowany charakter wydania. Całość zachowuje rozpoznawalny styl marki, ale jednocześnie subtelnie podkreśla wyjątkowość edycji.
Zapach – Na początku wyraźny torfowy dym, ale bardziej słodki niż medyczny. Pojawia się melasa i cukier muscovado, lekko przypieczona skórka chleba oraz wilgotny słód. Po chwili wychodzą owoce — głównie ananas, mango i odrobina moreli. W tle delikatna wanilia z beczki po bourbonie i lekko cytrusowa świeżość.
Smak – Gęsty, oleisty, od razu czuć większą koncentrację. Najpierw słodycz — brązowy cukier, karmel i dojrzałe owoce tropikalne. Zaraz potem pojawia się torf, ale bardziej ziemisty i grillowy niż apteczny. Dalej pieczony chleb, słód i lekko przypalona skórka cytryny. Alkohol dobrze ułożony, nie dominuje.
Finisz – Średnio długi w kierunku długiego. Zostaje dym, popiół i gorzka czekolada. Do tego wraca słodowość i delikatna owocowa nuta. Na samym końcu lekka mineralność i suchy torf.
Moja ocena – 5,5/10
Smokiverse idzie bardziej w stronę słodszego i pełniejszego Ardbega niż ostrego i dymnego. Nadal torfowy, ale przystępniejszy i bardziej owocowy. Czuć eksperyment technologiczny — whisky jest wyraźnie gęstsza i bardziej skoncentrowana niż standardowe wydania destylarni. Ciekawa festiwalowa edycja, choć nie rewolucyjna, raczej rozwinięcie stylu niż jego zmiana.
